Wyspa na wulkanie

Indonezja

Wydawać się może, że nie da się żyć w ciągłym zagrożeniu. Jednak do wszystkiego można przywyknąć, bo przyzwyczajenie jest drugą naturą człowieka. Można powiedzieć, że wszyscy Indonezyjczycy żyją na wulkanie.

W tym kraju jest 150 wulkanów. Na Jawie, wyspie, gdzie mieszka 60% ludności Indonezji, jest 44 wulkanów, a w całej Indonezji 150. Większość z nich aktywna. Nie ma więc większego znaczenia, czy mieszkasz na wulkanie, bo i tak któryś z nich jest nieopodal.

Na tykającej bombie

Siedząc na tykającej bombie, z czasem przestajesz słyszeć tykanie. Bo co możesz zrobić? Zabranie całego dobytku i przeniesienie się gdzie indziej nie jest takie proste. Poza tym dokąd uciekać? Podczas podróży po Indonezji trafiliśmy do Bandung i zaplanowaliśmy wycieczkę na wulkan Papandayan. Wulkan uaktywnił się w 2002 roku, wyrzucając popiół i niszcząc okoliczne uprawy i od tego czasu z jednego z czterech kraterów wydobywa się dym. Zbliżając się do kraterów, trafiliśmy w księżycowy krajobraz. Spalone kikuty drzew sterczały w niebo. Na kamienistym podłożu nie rosło nic większego niż krzaki. Krajobraz po horyzont tworzyła kamienista pustynia. Otwory obrośnięte siarkowym nalotem wyrzucały siarkowe gazy. Żadnej żywej duszy w okolicy. Zagadnęliśmy przewodnika, czy ktokolwiek mieszka w pobliżu wulkanu.

– Oczywiście. Niedaleko jest wioska, gdzie mieszkają moi rodzice. Możemy ich odwiedzić. – odparł. Zaskoczenie było spore, jednak nie na tyle duże, byśmy wraz z małżonką skwapliwie i natychmiast nie przystali na pomysł zobaczenia osady. Tak trafiliśmy do wioski na wulkanie.

Samochód musiał zatrzymać się u podnóża wzniesienia. Prowadzącą pod górę drogą poszliśmy pieszo. Wspinając się ścieżką wśród tropikalnej roślinności, dotarliśmy do skalistej krawędzi. Naszym oczom ukazało się zagłębienie wypełnione oparami, wśród których widać było rozrzucone zabudowania. Ze skalnej grani można było rozpoznać owalny kształt zagłębienia otoczonego koroną kamieni. Wioska usytuowana była na dnie krateru wygasłego wulkanu. Na ile wygasłego, trudno powiedzieć. Właściwie każdy wulkan jest niemy do czasu erupcji. Przewodnik nie zauważył naszego zaskoczenia, że ludzie żyją w tak niebezpiecznym miejscu, i szedł w dół drogą prowadzącą do wioski. Ruszyliśmy za nim. Rodzice Indonezyjczyka byli starszymi ludźmi. Przemiła pani poczęstowała nas plackami, które właśnie smażyła. Oboje byli przyjaźni i pogodni.

W sumie, jeżeli człowiek przeżył większość swego życia, siedząc okrakiem na tykającej bombie, to niewiele rzeczy na świecie może go zaskoczyć i wytrącić z równowagi. Jeśli żyjesz przez miedzę z niebezpieczeństwem, to z czasem przyzwyczajasz się do niego i układasz sobie z nim stosunki jak z trudnym sąsiadem. Dziś jest, jutro będzie. Tak jak i ty byłeś wczoraj, i będziesz jutro. Taka kolej rzeczy świata tego.

Pozostawiliśmy staruszków w ich domu i poszliśmy obejrzeć resztę wioski. Wszędzie widać było, że ludzie nawykli do warunków i obłaskawili otoczenia. Gorąca woda dawała możliwość ekskluzywnej kąpieli. Mieszkańcy poprowadzili gorącą wodę drewnianymi rurami, tworząc kamienną wannę z bieżącą wodą. Korzystali z gorących źródeł, by produkować elektryczność zasilającą domy. Wykorzystywali ciepło ziemi, by szybciej suszyć pranie. Zwyczajnie obłaskawili niebezpieczne otoczenie, by dało się w nim mieszkać i żyć. Wiodą więc, tak jak rodzice naszego przewodnika, zwykłe życie, oświetlają domy, korzystając z wulkanu i dzięki ciepłu, jakie wydziela, piorą w gorącej wodzie. Zwyczajne życie na wulkanie.