Muzyka jak budowanie domu

O kuchni branży fonograficznej z Piotrem Semczukiem producentem, aranżerem i kompozytorem rozmawia Artur A. Adamski

Masz studio nagrań, jesteś producentem muzycznym, zajmujesz się nagrywaniem płyt, aranżowaniem i komponowaniem. Jak to wszystko się zaczęło?

Jak wiele ważnych rzeczy w życiu – częściowo przez przypadek. W połowie lat 90-tych zarobkowo uczyłem angielskiego i składałem komputery, zaś hobbystycznie miałem zespół grający jazz. Chcieliśmy nagrać płytę, ale było to nieprawdopodobnie drogie, a ponieważ były to początki nagrywania cyfrowego, postanowiłem złożyć komputer muzyczny. I dalej już potoczyło się błyskawicznie. Na kawałkach swojego zespołu nauczyłem się nagrywać płyty. Znałem angielski, więc mogłem korzystać z zaawansowanych programów nagraniowych nietłumaczonych na polski. Wiedziałem, jak skonfigurować komputer, żeby nagrywał, a nie wieszał się co godzinę.

 

Jak szybko zorientowałeś się, że pasja nagraniowca może stać się Twoim nowym zawodem?

Dość szybko. Nie miałem wysokich cen jak schyłkowe analogowe studia pracujące na wielościeżkowych taśmach magnetycznych. Nie musiałem więc długo czekać na pierwszych klientów. A potem już poszło. Gdyby zliczyć ilość nagranego przez 20 lat materiału w moim Studio Realizacji Myśli Twórczych, starczyłoby na co najmniej 250 płyt. Jednak nie lubię stać na jednej biznesowej nodze, więc teraz nie tylko nagrywam, ale jestem wydawcą, aranżuję, komponuję, prowadzę szkolenia, jestem producentem muzycznym, mam studio, w którym kręcę wideoklipy i sklep z muzyką dla koneserów.

Przy dostępie do współczesnych technologii studio można prowadzić praktycznie w mieszkaniu. Nie czujesz oddechu konkurencji ze strony młodszych nagraniowców?

Oczywiście, że tak. Teraz tak zwane home studia wyrastają jak grzyby po deszczu. Wystarczy szybki komputer z oprogramowaniem, dobry mikrofon, wyciszone pomieszczenie i już można zakładać studio. Stawki oferowane przez takie studia są śmiesznie niskie, a to też ze względu między innymi na wykorzystywanie pirackiego oprogramowania. Ja w przeciwieństwie do pirackich studiów działam na terenie Europy i muszę być w stu procentach legalny.

Ile kosztuje profesjonalne oprogramowanie?

Dużo, bardzo dużo. Przykładowo tylko moja licencjonowana baza barw dźwięków i sampli kupowana w zagranicznych sklepach i od polskich dystrybutorów to ponad 200 000 zł. A to fragment kosztów, które muszę ponosić za klucze licencyjne czy odnowienia abonamentu specjalistycznego oprogramowania. Sprzętu nie liczę, bo to kolejne ćwierć miliona.

 

Zwracają Ci się te nakłady?

Częściowo tak, szczególnie że tworzę dla muzyków rozumiejących, że użycie na przykład dedykowanej barwy dźwięku uznanego międzynarodowego wykonawcy w ich utworze bez odpowiednich licencji mogłoby przy uporze kancelarii chroniącej interesy zachodniego artysty kosztować majątek. Natomiast home studia robią wszystko piracko, ale i produkcje ich są niszowe lub bez szerokiej oficjalnej dystrybucji.

 

Często w rozmowach można usłyszeć, że płyty polskich wykonawców są gorzej nagrane niż na Zachodzie. Dlaczego tak się dzieje?

Porównajmy nagrywanie albumu do budowy domu. Jeśli chcesz mieć dobrze wybudowany dom, wynajmujesz kierownika budowy, inżyniera, który dobierze najlepszą ekipę budowlaną i materiały do twoich wymagań. Przy produkcji płyt − na przykład w USA − jest identycznie. Wynajmuje się producenta muzycznego, który dobierze najlepszych muzyków, wybierze studio, a nawet stworzy image artystyczny, tak jak to zrobił Quincy Jones, „wymyślając” w całości Michaela Jacksona. W Polsce branża oszczędza na czym się da, więc zamiast wynająć fachowca, stosuje półśrodki lub artysta chce zrobić wszystko sam, często nie mając pojęcia o pewnych składowych procesu tworzenia albumu. Dużo pracuję w Norwegii, gdzie prowadzę zajęcia dla reżyserów dźwięku i jestem wynajmowany właśnie jako producent muzyczny. Tam nikomu z artystów nie przyszłoby do głowy robić płyty bez producenta muzycznego.

Obecnie panuje moda na płyty winylowe. Audiofile twierdzą, że dźwięk z winyla jest lepszy niż z CD. To prawda?

Mam nadzieję, że czytelnicy kupujący winyle się nie obrażą, ale jakość dźwięku z płyty analogowej jest znacznie gorsza od CD, a całą modę nakręcają działy marketingu. Koncerny nie zarabiają już tak na sprzedaży krążków, więc muszą powetować sobie straty inną modą, ale obawiam się, że to głównie moda. Podam przykład. W Norwegii robiłem płytę dla jazzowego saksofonisty. Najlepszy dźwięk − tak zwany audiofilski, jest w rozdzielczości 176,4 kHz – 32 bit i taki został zarejestrowany na nośniku cyfrowym. Ponieważ artysta zażyczył sobie także materiał na winyl, musiałem zrobić oddzielny mastering – dedykowany dla sposobu odtwarzania takich nośników – czyli mechaniczny, który charakteryzuje się brakiem fizycznych możliwości przeniesienia i odtwarzania dźwięku z dużą dynamiką tzw. „ciosu” w postaci mocnego, potężnego beatu.

Zapis analogowy, jakim jest winyl, nie przekaże tak pełnego pasma jak dzisiejsze nagrania cyfrowe. To, plus wspomniane „niedostatki” dynamiczne, powoduje, że jest gorszy od CD. Natomiast słuchaczom może się wydawać, że dźwięk jest bardziej „miękki”. Te pasma, które nie wchodzą na winyl, wyłapywane są przez ucho kilku procent ludzkiej populacji, więc marketing może bez problemu wmówić odbiorcom, że płyta winylowa ma „inny, lepszy” dźwięk niż CD, bo nabywcy po prostu i tak nie usłyszą różnicy.

 

Jak będzie wyglądała przyszłość branży fonograficznej, szczególnie studiów nagrywających w dobie strumieniowania muzyki?

Studia nie znikną, bowiem gdzieś nagrywać muzykę trzeba. Zmieni się jednak sposób dystrybucji muzyki w system streamingowy, jaki ma na przykład Tidal. I to jest zagrożenie dla profesjonalnych studiów, bowiem muzyka słuchana jest najczęściej w formacie mp3, a to jest format tak wysokiej kompresji danych, czyli słabej jakości, że do nagrania nie jest potrzebne profesjonalne czy nawet nieprofesjonalne studio. Wystarczy kilka zsynchronizowanych ze sobą smartfonów. Ogólnie sprzedaż w obecnym modelu będzie zanikała na rzecz internetu. Cieszy w tym wszystkim fakt, że coraz większej liczbie słuchaczy nie wystarcza już słaby jakościowo format mp3, ale szukają oni dobrej jakości muzyki, na przykład w formacie wave. W swoim sklepie też zamierzam uruchomić sprzedaż płyt wysokiej jakości w pliku wave, a za niższą cenę można będzie kupić album w słabiutkim mp3.